Czym jest morsowanie?

To jeden z najtańszych sportów jakie możemy uprawiać, wystarczą własne kąpielówki i ręcznik. Stanowi świetne uzupełnienie letnich biegów, szczególnie jeśli wraz z nastaniem zimy mija nam ochota na bieganie.

Wyrzut endorfin po wyjściu z wody jest gigantyczny. Trudno to opisać, polecam każdemu spróbować osobiście chociaż raz. A najlepiej 3 razy (z tygodniową przerwą) wtedy mamy gwarancję, że wpadniemy w objęcia uzależnienia jakim są zimowe kąpiele.

W trakcie wejścia do zimnej wody nasze ciało „ściąga” krew z powierzchni do organów wewnętrznych w celu ich ochrony. Gdy wychodzimy następuje proces odwrotny. Poprawia to ukrwienie i jędrność skóry. Z czasem poszerzy się też zakres temperatur, które będziemy uważać za komfortowe, co kończy się wychodzeniem z psem w środku zimy w samym t-shircie.

Parada morsów podczas zlotu w Kołobrzegu

Jest kilka „szkół” kąpania:

  1. Jednorazowe dłuższe wejście do wody
  2. 2-3 krótsze wejścia przeplatane bieganiem (w celu ponownego rozgrzania organizmu)

Ja osobiście preferuję sposób nr 2. Chodzi przecież o to, żeby kilkukrotnie przeżyć nagły skok temperatury, a nie w jednostajny sposób wychładzać organizm. Aby usprawnić naturalne mechanizmy termoregulacji nie korzystam po kąpieli z sauny ani gorących pryszniców – pozwalam by organizm sam się ogrzał. Na początku przygody z morsowaniem może to trwać nawet kilka godzin, ale to czas bardzo przyjemnego relaksu i wyluzowania – może się zdarzyć nawet drzemka. Z czasem nasze ciało nauczy się radzić sobie z wychłodzeniem błyskawicznie.

Morsy dzielą się na dwie grupy – kąpiących się tylko w kąpielówkach oraz takich, którzy używają neoprenowych butów oraz rękawiczek. Początkującym polecam drugi sposób. Kostki dłoni i stóp wychładzają się bardzo szybko, więc jeśli nie jesteście wprawieni to nie posiedzicie w wodzie zbyt długo. Z czasem sami zdejmiecie buty, rękawiczki, zaczniecie zanurzać ramiona, dłonie oraz, na koniec, głowę. Niczego jednak nie warto robić na siłę.

Na początek wystarczy wejście na 2-3 minuty. Ważne, żeby nie wychodzić z wody po bardzo krótkim czasie (np 30 sekund). Jedyne co zapamiętasz z takiej kąpieli to chłód, bo komfort termiczny przychodzi po ok 1 minucie. Wtedy nagle przestaje nam być zimno. Warto też zanurzać się do piersi. Stanie w zimnej wodzie po pas to nie morsowanie i nie sprawi raczej wielkiej przyjemności.

Pamiętaj, że woda z reguły jest cieplejsza niż otaczające ją powietrze. Chłód powodowany jest tym, że przewodzi temperaturę 25 razy lepiej niż powietrze. Dlatego też stojąc w zimnej wodzie absolutnie nie wykonuj ruchów rozgrzewających jak skakanie. Poza wodą, mając na sobie kilka warstw ubrania, ogrzewasz w ten sposób organizm. W wodzie natomiast jest to ciepło, które woda od razu sobie zabiera. Nieruchome stanie to najmniejsza strata ciepła.